Zastanawiasz się, jak wydać pracę doktorską, habilitacyjną lub monografie? Chcesz dokonać zmian w stylistyce i interpunkcji tekstu naukowego? Nic prostszego! Zaufaj Wydawnictwu Borgis - wydawcy renomowanych książek i czasopism medycznych. Zapewniamy przede wszystkim profesjonalne wsparcie w przygotowaniu pracy, opracowanie dokumentacji oraz druk pracy doktorskiej, magisterskiej, habilitacyjnej. Dzięki nam nie będziesz musiał zajmować się projektowaniem okładki oraz typografią książki.

© Borgis - Medycyna Rodzinna 2/2000, s. 10-11
Kordian Bakuła
Bez recepty ani rusz*
Bohaterką tego językowego szkicu jest recepta. Wyraz często używany nie tylko przez lekarzy, nie tylko w aptece. Pojawia się w charakterystycznym związku frazeologicznym – recepta na co?, np. recepta na dobrą piosenkę, recepta na życie. Nabiera wtedy znaczenia wzoru (robić coś według czyjejś recepty), przepisu, wskazówki (dać receptę na co?), dobrej rady. Wielu ma swoją receptę na szczęście, wielu żyje bez recepty. Pewnie i autorzy, i redaktorzy „bez recepty” mają swoją receptę na dobre branżowe czasopismo.
Wyraz recepta pochodzi z łaciny. Receptum znaczy zobowiązanie, poręka; receptor to ktoś odbierający. Mają też znaczenie dla naszej recepty i takie wyrazy jak recipio, receptum, co znaczy miedzy innymi przyjąć, wziąć w posiadanie, pozwolić, obiecać, przyrzec, poręczyć. Receptę już od dawna wypisuje się, i pewnie nie bez powodu ma ona w języku angielskim nazwę zawierającą znaczenie pisania – perscription (dosłownie: przepis). Ciekawe czy i w polszczyźnie dałoby się mówić przepis zamiast recepta? A może dobre było by zalecenie lekarskie? Może czytelnicy mają jakieś pomysły? Nie zaszkodzi spróbować zastąpić niektóre obce słowa polskimi, choćby dla zabawy z ojczystym językiem.
Co pisze się na dzisiejszych receptach wiedzą tylko aptekarze, bo tylko oni potrafią odczytać nieczytelne pismo lekarzy, zwykły śmiertelnik nie da rady. A jakie były dawne, bardzo dawne zalecenia lekarskie, powiedzmy w XVI, a nawet XV wieku? Przedstawię fragmenty najstarszych znanych recept zapisanych w Polsce, stanowiących zabytek języka polskiego. Być może czytelnicy zetkną się z nimi po raz pierwszy. Jedna z nich pochodzi z końca XV wieku, została sporządzona przez bernardynów i – w przeciwieństwie do dzisiejszych recept – informuje nie o tym, jakie gotowe lekarstwa kupić w aptece i jak je zażywać, lecz przede wszystkim o tym, jak sporządzić potrzebne lekarstwo. Na przykład, jak sporządzić maść przeciw „dnam”, czyli artretyzmowi. „Weźmi – pisze zakonnik – łoj cielęcy a mozg z wilczego gnata, a mozg psi, mozg kotczy, a sadło niedźwiedzie, olej białonowy – latine estulus, pleśniwiec i z korzenim, a kosztował, a bobrowe stroje, wszego miarę złączysz pospołu, a tym nakropi siarkę, z tego będzie maść. (...) piecz to wszystko w gorącym piecu albo smaż, albo postaw w panwicy, więc potym maż maścią ciepłą”. Jak się to czyta? Pewnie dość trudno, ale może być interesujące. Poniższe objaśnienia pomogą zrozumieć cały przepis: mozg to szpik kostny, gnat to kość; białonowy znaczy bieluniowy, z bielunia (rośliny); pleśniwiec to gatunek rośliny; kosztywał to żywokost lekarski, babka zwyczajna; panwica – metalowe płaskie naczynie.
W dalszej części przepisu na to samo schorzenie czytamy: „Przeciw wnętrznym dnam weźmi szałwiją a bobrowe stroje, warz-że to pospołu w ostrym winie, dajże to pić niemocnemu”. Lub jeszcze inaczej: „Weźmi wilcze łajno, zetrzyż je z winem, uczyńże z siarką, a przecadziw, dajże pić niemocnemu, a będzie zdrow”. Zwracają uwagę takie środki, jak sadło niedźwiedzie i stroje bobrowe. Sadłu niedźwiedziemu, podobnie jak i tłuszczowi bobrzemu, przypisywano powszechne lecznicze właściwości. Jagienka i Zbyszko z Bogdańca, bohaterowie „Krzyżaków”, poszli ciemną nocą zapolować na niedźwiedzia, by zdobyć jego sadło potrzebne staremu Maćkowi. Pomogło.
Bobry były kiedyś zwierzętami pospolitymi, później chronionymi, bo zbyt często stawały się łupem myśliwych. Skóry bobrze były poszukiwane i drogie, czapki bobrowe nosili senatorowie. Dopuszczano spożywanie mięsa bobrowego w czasie postu, za przysmak uchodził ogon bobrzy zwany pluskiem lub kielnią. Z bobrami wiąże się wyraz żeremie (gniazda bobrowe) i przysłowie płakać jak bóbr. Ciekawe czy znana jest dzisiejszym Polakom przyczyna płaczu bobrowego? Niektórzy wyjaśniają, że bóbr płacze dlatego, iż mu ktoś zburzył tamę i – oczywiście – błądzą. Pełna wersja przysłowia brzmiała prawdopodobnie Płacze jak bóbr, gdy okupił się strojami; znane jest też Okupić się jak bóbr strojami. A co to są stroje bobrowe? Jego jądra. Strojom bobrowym przypisywano właściwości lecznicze i to już od starożytności (Hipokrates, Pliniusz). Jakub K. Haur tak pisał o nich w „Składzie abo skarbcu znakomitych sekretów oekonomiej ziemiańskiej” (1693): „Stroje jego abo moszenka w różnych affectiach ludzkich są potrzebne (...) Głowę utwierdzają, omdlałe siły umacniają. Białogłowską chorobę miesięczną pędzą. Od nagłej śmierci bronią i od wielkiej choroby zachowują. (...) Trzęsienie rąk oddalają. Słuch w uszach naprawiają i boleści zębów mitygują. Tenże strój macice białogłowam umacnia i do skutku dobrego przywodzi, pod nosem trzymając i wąchając, pod pachami nosząc, przywiązaniem, kadzeniem od spodu (...) pomaga”. Wszechstronne lekarstwo! I jakie przy końcu zalecenia! Skoro stroje miały tyle wspaniałych właściwości, to nic dziwnego, że bobry stały się gatunkiem chronionym, bo groziło im wyginięcie. Przysłowie Okupić się jak bóbr strojami (jajcami) wzięło się z opowiesci o tym, że ścigany bóbr sam sobie odgryza stroje, zadowalając nimi łowców i ratując życie. Tyle o bobrze; wracam do najdawniejszych polskich recept.
W przepisie pochodzącym z XVI w. wymieniono jeszcze więcej, niż w tym pierwszym, roślin leczniczych, do dzisiaj stosowanych. Oto przepis na „wodkę na oczy z dwanaście ziół z winem namoczonych: Weźmi rożej czerwonej świeżej, ziela świeczek z kwiatkiem, koszyczka, włoskiego kopru, celidonijej, bukwice, szałwiej, ruty, śrebniku, babki wielkiej i zdrowej, piołunu młodego, wierzchow hanyżowych, gdy kwitnie. Tych wszystkich pod jedną miarą po garści albo po dwie, albo po czym chcesz, skraj wszystki drobno i włoż w cynowe naczynie albo w gliniane polewane. Wlej na nie wina białego a postaw na wielkim słońcu, niechaj stoją cztery dni, zamieszczając na każdy dzień dwa razy. Piątego dnia mają być wlane pospołu z winem w alembik cynowy, a tak palić ogniem lekkim, zasie ona wodka po wtóre ma być palona”. W tym i poprzednim przepisie zwraca uwagę weźmi (dzisiejsze weź) – forma trybu rozkazującego w dawnej polszczyźnie, jak w „Bogurodzicy” raczy (racz), jak w modlitwie z 1407 r.: „Nie wodzi nas na pokuszenie, ale zbawi nas ode złego”. Ja, przeciwnie, kusił będę Czytelników różnymi wiadomościami o języku polskim, jego historii, słownictwie dotyczącym chorób, zdrowia, lekarstw i jego pochodzeniu.
Autor korzystał z wyboru tekstów do roku 1543 pt.
„Chrestomatia staropolska”
opracowanego przez W. Wydrę i W.R. Rzepkę.

* Źródło: „bez recepty” 4/2000.
Medycyna Rodzinna 2/2000
Strona internetowa czasopisma Medycyna Rodzinna