© Borgis - Medycyna Rodzinna 3-4/2001, s. 137-141
Maciej Jarzębowski
Homoiopatheia – czyli podobna wrażliwość
Homoiopatheia – that is similar sensitivity
anestezjolog, homeopata, Lublin
Summary
The absence of any scientific explanation of homeotherapy is one of the principal factors which make it one of the most controversial therapeutic methods. However, the further development of psychosomatic medicine and systemic approach to the problems of health could perhaps provide an explantation of the principles of homeopathy and homeotherapy, and could possibly interest medical sppecialists in revising their attitude towards them. The philosophy of homeopathy with its theory of diseases, with stress laid on individualized treatment, and with its belief in human organism and its ability to self-healing, resembles many aspects of holistic medicine and health care.
Polecane
książki z księgarni medycznej BORGIS:
Korzystając z uprzejmości redakcji, chcę na łamach szacownego pisma, przedstawić Państwu kilka moich refleksji związanych z homeopatią. Przyznam, że dosyć długo zastanawiałem się nad kształtem poniższego artykułu i to, co teraz Państwo czytacie jest kompromisem pomiędzy tekstami o charakterze informacyjnym, poglądowym i naukowym. Przekazując swoje doświadczenia, chciałbym zainteresować Państwa homeopatią. Jednocześnie łamy niniejszego pisma traktuję nie tylko jako źródło wiedzy, ale również forum wymiany uwag i spostrzeżeń dotyczących medycyny klasycznej oraz innych form terapii.
Jak wiadomo homeopatia, jako jedna z metod terapeutycznych, lokowana jest na obrzeżach medycyny. Wiedza na temat jej skuteczności, a przede wszystkim stosowanych terapeutyków, budzi ciągle w naszym środowisku wiele kontrowersji. Skąd biorą się postawy od sceptycyzmu do absolutnej negacji? Jak sądzę, korzenie tego tkwią w nas lekarzach nader głęboko.
Zacznijmy od samego początku, to znaczy od naszych pierwszych kontaktów z medycyną. Jako pacjenci w dzieciństwie, potem jako adepci sztuki lekarskiej, czy w końcu jako wykwalifikowani specjaliści, mamy kontakt z pewną standaryzacją działań określanych jako proces terapeutyczny. W pojęciu tym mieszczą się określone kanony postępowania, dotyczące zarówno pacjenta jak i nas lekarzy. Realizując schemat standaryzacji działań, cały czas tkwimy w jednej opcji medycyny określanej jako medycyna klasyczna, allopatyczna, zachodnia czy też współczesna. Zwykle w trakcie procesu edukacji medycznej nie mamy żadnej możliwości zetknięcia się z innymi koncepcjami leczenia. Nasze spojrzenie staje się jednopłaszczyznowe, brak w nim innych wymiarów. Wszakże przesuwając się po mapie świata zauważyć możemy, że ludzie chorują podobnie pod wszystkimi szerokościami geograficznymi, a sposób leczenia i tłumaczenia przyczyn chorób bywa bardzo odmienny od nam znanego. Czy fakt, że jest to sposób inny od nam znanego wyklucza jego wiarygodność?
Tendencja do unifikacji i standaryzacji działań, nie tylko terapeutycznych, ma swoje źródło w okresie Oświecenia. System wartości tego okresu, poglądy Kartezjusza i Newtona w połączeniu z technologią rewolucji przemysłowej, stworzyły system wartości, który przetransponowano na nauki medyczne. Znane stwierdzenie „człowiek maszyna” oddaje dokładnie ideę podejścia do istoty ludzkiej. Charakter przemian tego okresu ukształtował sposób podejścia do choroby i do człowieka. Człowiek stał się „płaszczyzną” stosowania metod medycznych, służących eliminacji defektu odpowiedzialnego za powstanie choroby. Choroba jako defekt, leczenie jako naprawa, całkowicie wyeliminowały aspekt emocjonalno-duchowy, który jest integralną częścią zarówno zdrowia jak i choroby. Ciśnie się na usta pytanie: czy stojąc u progu XXI wieku i szczycąc się zdobyczami naszej cywilizacji opartej na racjonalnym rozbiorze i analizie materii nie zapodziała się ta proporcja? Czy w tym wszystkim nie zatraciliśmy DUCHA? W tym miejscu warto odnotować coraz częściej pojawiający się nowy wzorzec postrzegania, myślenia oraz wartościowania. Jest on związany ze zmianą przekonania, że metoda naukowa jest jedynie słusznym nastawieniem do wiedzy. Pogląd przyjmujący istnienie pozazmysłowej rzeczywistości, poza światem materialnym, w połączeniu z koncepcją naukową ma stworzyć nowe perspektywy dla rzeczywistości scalającej w sobie przeplatające się wzajemnie i istniejące w harmonijnej jedności elementy. Myślenie syntetyczne i postrzeganie pozazmysłowe zaczynają wówczas stanowić uwarunkowanie dla naukowej koncepcji człowieka jako mechanizmu zbudowanego z poszczególnych podzespołów ze swoją duchowo-emocjonalną aurą, tworzącą niepowtarzalną, indywidualną jednostkę osobową, wymagającą indywidualnego podejścia do jego problemów.
Co oznacza słowo homeopatia? Do czego sprowadza się ta metoda leczenia? Podstawowe pytanie jakie jest zadawane przez pacjentów brzmi: „ Czy – tu pada nazwa jednostki chorobowej – da się wyleczyć?” Zasadniczy problem w odpowiedzi na to pytanie jawi się w niezrozumieniu idei, a właściwie koncepcji leczenia homeopatycznego. Podstawowa zasada homeopatii to similia similibus curantur, czyli podobne leczy się podobnym. Nie istnieje więc podobieństwo na poziomie jednostki chorobowej, a na poziomie podobieństwa objawów, konstytucji oraz co najważniejsze stanu emocjonalno-osobowościowego pacjenta do pewnych substancji czyli leków homeopatycznych. Dopiero uwzględnienie wszystkich tych cech daje możliwość doboru odpowiedniego leku. W wypadku leku homeopatycznego nie mamy do czynienia z ordynacją leku, ale z jego dobieraniem, dopasowywaniem. Na czym opiera się sposób doboru leku homeopatycznego? Jest to próba odnalezienia takiej substancji, czyli leku, która w organizmie zdrowego człowieka, po zażyciu wywoła podobny obraz dolegliwości i zachowań jakie występują u chorego człowieka samoistnie pod postacią obrazu choroby (homoion – podobne pathos – cierpienie). Aby to dokładniej wytłumaczyć, należy wspomnieć o Homeopatycznym Badaniu Leku, czyli próbach jakie wielokrotnie przeprowadzano zanim dana substancja weszła do lekospisu środków homeopatycznych. Jak powstawały takie opisy? W tym miejscu muszę powiedzieć słów kilka o historii homeopatii.
DWA wieki wstecz
czyli jak to się naprawdę zaczęło
Jako kluczową datę, jeżeli chodzi o początek homeopatii należałoby podać lata 1755-1843, w których żył twórca homeopatii Samuel Hahnemann – niemiecki lekarz, chemik i aptekarz, konkretnie zaś rok 1796, w którym opublikował efekt wieloletniej pracy badawczej w dziele pod tytułem: „Próba znalezienia sił uzdrowieńczych lekarstw na podstawie nowej zasady wraz z niektórymi spojrzeniami na dotychczasowe”.
W Polsce homeopatia znana była już na początku XIX w. Za kluczową datę podaje się jednak rok 1861, kiedy to we Lwowie, dzięki inicjatywie znanego lekarza homeopaty, dr. Stefana Kuczyńskiego, zaczął ukazywać się kwartalnik lekarski „Homeopata polski”. W 1892 roku powstało Towarzystwo Zwolenników Homeopatii, przeżywające swój rozkwit w okresie międzywojennym. Zostało ono reaktywowane w 1976 r. pod nazwą Towarzystwo Zwolenników Homeopatii RP.
Samuel Hahneman zbierając swoje doświadczenia przeprowadził na sobie próby na ponad ok. 100 lekach homeopatycznych. Jak pełne niebezpieczeństw i mocnych wrażeń było życie pionierów medycyny niech świadczy fakt, że w grupach leków poddanych badaniom oprócz powszechnie znanych wówczas środków leczniczych była grupa substancji, których stosowanie wówczas było zabronione. Musimy sobie zdać sprawę z ryzyka, jakie ponosił badający w trakcie próby lekowej. Pierwszym lekiem, którego działanie zweryfikował Hahneman, była sproszkowana kora drzewa chinowego. Hahneman sam wcześniej przeszedł malarię i znał działanie chiny. Zdecydował się na eksperyment z lekiem będąc całkiem zdrowym. Zażywając chinę wywołał u siebie wszystkie objawy zimnicy. Złe samopoczucie i inne objawy ustąpiły samoistnie po 2-3 godzinach i pojawiały się jedynie po ponownym zażyciu leku. Gdy przerwał zażywanie kory chinowej, czuł się całkowicie zdrowy. Pojawia się pytanie jak Hahneman i inni przeżyli te wszystkie eksperymenty. Posłużę się spektakularnym przykładem arszeniku. Znane są z historii objawy zatrucia arszenikiem. W wypadku zażycia dawki śmiertelnej, objawy zatrucia przebiegają bardzo szybko po sobie, jak podczas projekcji filmu, do chwili zgonu. Nie jesteśmy w stanie ich wszystkich dostrzec. Możemy tylko z grubsza zarejestrować wyraźniejsze objawy. Ta autopsja nie zawiera oczywiście relacji denata. Jeżeli substancja została przed podaniem poddana rozcieńczeniu i dynamizacji (to zjawisko postaram się pokrótce wyjaśnić potem), osoba poddana próbie nie umrze, można obserwować subtelne objawy toksyczne i zebrać dokładny opis jej odczuć. Oznacza to, że homeopatycznego badania leku nie dokonujemy nigdy środkami niepotencjonowanymi.
Jeden z lekarzy, zajmujący się od dawna homeopatią, zamiast mozolnych wywodów mających przekonać i rozwiać wątpliwości, proponował swoim adwersarzom zażycie 1 granulki leku homeopatycznego i opisanie swoich wrażeń. Dzięki nim homeopatia zyskiwała nowe doświadczenia i nowych zwolenników. Konstantin Hering przeprowadzając na sobie czterokrotną próbę leku Lachesis (jad żmii zygzakowatej) oświadczył po tym, że nigdy nie odważy się jej powtórzyć.
Opisane doświadczenia są określane jako homeopatycznye badanie leku (hbl). Były podstawą powstawania patogenezy poszczególnych substancji, czyli zespołu objawów chorobowych występujących po jej podaniu u osób zdrowych. Na podstawie obserwacji po zażyciu leku, powstały bardzo wnikliwe opisy działania leków, które zwykle zbierano w książkach opatrzonych tytułem Materia Medica. Na marginesie dodam, że wszystkich znanych i opisanych substancji homeopatycznych jest ok. 3000. Opis jednej z nich np. belladonny (Atropa Belladonna) czyli pokrzyk – wilcza jagoda, zawiera ok. 2000 objawów. Jak powstawał tak pełny opis danego leku? Składały się na to trzy elementy:
1.Toksykologia – ostra, przewlekła, umyślna, przypadkowa czy zawodowa. Przykładem są zatrucia: wilczą jagodą (belladonna) lub nitrogliceryną (glonoinum), ugryzienie żmii zygzakowatej (lachesis), czy żmii żebrowanej (Vipera redi), ugryzienie pająka (Tarentula).
2.Właściwe doświadczenie patogenetyczne – czyli homeopatyczne badanie leku, gdy po zażyciu przez zdrową osobę spotencjonowanej substancji jej wrażenia dotyczące zmian emocjonalnych i fizykalnych są dokładnie opisywane.
3.Obserwacja kliniczna jako dopełnienie obrazu. Są to wieloletnie obserwacje kliniczne zebrane na podstawie przeprowadzonych terapii.
Zebrane opisy tworzą pełny obraz danego leku, rozpatrywany na wielu płaszczyznach: miejscowej, ogólnej, czynnościowej oraz zmian zachowań. Pełny obraz leku odnajdujemy dopiero na kartach Materia Medica.
Przy opisywaniu zagadnienia homeopatycznego badania leku, warto jeszcze wspomnieć o tzw. typie wrażliwym. Niektóre osoby wykazują szczególną wrażliwość na substancję eksperymentalną. Jeżeli pewnej grupie osób podamy tę samą substancję w celu przeprowadzenia próby lekowej, to możemy zauważyć, że niektóre osoby będą o wiele wyraziściej reagowały na podany specyfik niż inne. Właśnie tych pacjentów określamy jako typ wrażliwy na dany lek. Jest to podejście empiryczne, a nie patogenetyczne. Co to oznacza w praktyce? Powinno nas szczególnie uczulić przy dobieraniu właściwej potencji danego leku. Jeżeli zastosujemy zbyt niską potencję i trafimy na typ wrażliwy, może to doprowadzić do zwielokrotnienia dolegliwości, z którymi pacjent się zgłosił. Takie właśnie niebezpieczeństwo istnieje przy ordynowaniu szeroko stosowanych preparatów złożonych, czyli leków kompleksowych, w skład których wchodzi niejednokrotnie po kilka leków homeopatycznych. W tej sytuacji prawdopodobieństwo trafienia w typ wrażliwy staje się duże.
Coś czego nie ma – czyli o lekach homeopatycznych
Leki homeopatyczne są lekami pochodzącymi z 4 grup:
1. królestwo roślin – sasanka, berberys, pokrzyk, tojad, widłak itd.,
2. królestwo zwierząt – pszczoła, hiszpańska mucha, pluskwiak, jady zwierzęce,
3. królestwo minerałów – krzem, kwas fosforowy, rtęć, ołów, złoto,
4. nozody produkowane na bazie wydzielin chorobowych – tuberculinum, medorrhinum, influenzinym,5. preparaty przygotowywane z leków penicillina, hydrokortison i inne.
System przygotowywania leków podlega szczególnemu nadzorowi. Podwaliny technologii produkcji dzisiejszych leków stworzył Samuel Hahneman w swoim dziele „Organon der Heilkust”. Nie chciałbym skupiać się na kolejnych krokach, które prowadzą do otrzymania substancji wyjściowej czyli pranalewki, poruszę natomiast niezmiernie ciekawą procedurę potencjonowania czyli dynamizacji i rozcieńczania leku homeopatycznego. Sposób powstawania kolejnych potencji decyduje o liczbie, w którą zawsze opatrzony jest lek homeopatyczny. Najczęściej używane są rozcieńczenia decymalne lub setne stąd przy leku występujący symbol D „decimal” lub C „centesimal”.
Dla systemu dziesiętnego np. 1 kropla lub 1ml substancji określanej jako pranalewka jest rozcieńczona 9 kroplami lub 9 ml 40% wodnego roztworu alkoholu. Następnie roztwór należy poddać dynamizacji czyli mocnemu wstrząsaniu 100 razy. W ten sposób otrzymamy potencję 1D. Kolejny krok to 1 kropla lub 1 ml z wstrząśniętego roztworu musi być kolejno rozcieńczona 9 kroplami lub 9 ml świeżego roztworu alkoholu w nowym naczyniu i ponownie wstrząśnięta 100 razy. W ten sposób uzyskamy kolejną potencję czyli kolejne rozcieńczenie D2 itd.
Podobnie postępujemy z potencjami C z tą różnicą, że do 1 kropli dodajemy 99 kropli roztworu lub do 1 ml pranalewki dodajemy 99 ml roztworu alkoholu i ponownie wstrząsamy. Kolejne kroki są podobne. Teraz otrzymujemy potencje C1, C2 itd.
Zgodnie z prawami chemii istnieje granica określająca, jak wiele kolejnych rozcieńczeń można wykonać nie tracąc zupełnie substancji wyjściowej. Granica ta jest nazywana liczbą Avogadro (6,023 x 10 do 24 potęgi) i w przybliżeniu odpowiada potencji homeopatycznej D24, która jest porównywalna z potencją C12. Oznacza to, że wszystkie potencje powyżej obu wymienionych, w rzeczywistości nie mają szansy na posiadanie ani jednego atomu substancji wyjściowej. W tym miejscu jawi się zasadniczy problem na jaki napotyka homeopatia przy dążeniu do uznania jej za dziedzinę medycyny. Jak uznać „coś” czego nie ma za lek i jak „ to” badać jeżeli wymyka się z zasięgu możliwości badawczych. Niektórzy mogą myśleć, że dalsza potencjalizacja powyżej liczby Avogadro przestaje być efektywna, a wręcz jest niemożliwa. W rzeczywistości obserwuje się dalszy wzrost siły działania leku powyżej granicznego limitu. Sprawdzono, że samoistne rozcieńczanie bez dynamizacji jest niewystarczające do powstania zjawiska skuteczności leku homeopatycznego. Wiadomo, że wstrząsanie dodaje energii kinetycznej substancji i decyduje o sile działania leku. Wstrząsany roztwór bez dalszego rozcieńczania, bez względu na to, jak wiele razy go wstrząśniemy podnosi poziom substancji tylko o jedną potencję. Wiemy także, że im bardziej dana substancja jest rozcieńczana i dynamizowana, wzrasta jej siła lecząca pomimo tego, że dany roztwór nie posiada nawet jednego atomu substancji wyjściowej. Proszę wyobrazić sobie, że homeopaci skutecznie używają rozcieńczenia powyżej C100000. Aby dać czytelnikom pewne wyobrażenia jak ekstremalnie są rozcieńczone potencje proszę kiedyś w wolnej chwili napisać ułamek, który w przybliżeniu odpowiada liczbie Avogadro i odpowiada liczbie 1/1000........ do ogólnej liczby 24 zer. Natomiast skuteczna potencja CM czyli C100000 odpowiada ułamkowi 1/1000......... do ogólnej liczby zer równej 100000, jest to niewyobrażalna dla nas liczba, a lek nadal wykazuje skuteczność terapeutyczną. Skąd wiemy, że terapeutyczna siła wzrasta wraz z podniesieniem potencji poprzez dalsze rozcieńczanie i dynamizację? Jest to potwierdzone poprzez kliniczne obserwacje homeopatów. Jeśli odpowiednie lekarstwo jest dobrane zgodnie z Zasadą Podobieństwa jest pewne, że wykaże działanie nawet w stanie pranalewki czyli w stanie jakby surowym tyle tylko, że efekt jego działania będzie powolny, bardzo powierzchowny i krótki. Dla przykładu pacjent z gorączką typu belladonny (dokładny opis objawów znajduje się w Materia Medica) zareaguje pozytywnie nawet po kilku kroplach pranalewki belladonny. Reakcja ta będzie minimalna i krótkotrwała. Jeśli podamy Belladonna D12 ulga będzie podobna ale bardziej spektakularna. Jeśli jednak zaordynujemy potencję C100,000 reakcja podobnie przebiegnie ale tym razem w ciągu ok. godziny dolegliwości powinny ustąpić i definitywnie nie powrócić.
Przejdźmy do następnej dyskusyjnej sprawy, a mianowicie do wyjaśnienia fenomenu działania leków homeopatycznych. Tu pojawia się kolejny problem, który ma swoją genezę w istocie leku. Jak dotąd nie mamy dostatecznie satysfakcjonującego wytłumaczenia zasad działania na gruncie nowoczesnej fizyki czy chemii.
Próbę teoretycznego wytłumaczenia zasady działania leków homeopatycznych podjął George Vitulkas. Utożsamił on Hahnemanowską „siłę witalną” z polem elektromagnetycznym ciała. Dla podstawowego poziomu, na którym zaczyna się choroba, wprowadził on termin „poziom dynamiczny”. Zgodnie z jego teorią, poziom dynamiczny charakteryzują regularne wibracje o charakterystycznej częstotliwości jakie posiada każda fala elektromagnetyczna, co u każdego człowieka układa się w niepowtarzalny schemat drgań. Bodźce zewnętrzne lub wewnętrzne oddziaływują na szybkość wibracji organizmu, zmiany szybkości wywołują określone dolegliwości fizyczne, emocjonalne i umysłowe. Vitulkas twierdzi, że każdy lek wiąże się z określonym schematem wibracji. Zażycie dobranego na zasadzie podobieństwa leku homeopatycznego wywołuje rezonans – zmiany w energii pacjenta i tym samym w jego wibracji, co pobudza proces zdrowienia. Czas dochodzenia do poziomu równowagi czyli do stanu dynamicznego zależy od stopnia dysharmonii, czyli od stopnia zaburzeń w polu elektromagnetycznym i wielu czynników, które temu towarzyszą. Stopień działania leku staje się bardziej czytelny, o ile nie dochodzi do dodatkowych zaburzeń jego pola. Ma to miejsce przy stałym podawaniu leków lub przy przyjmowaniu używek. Istotna jest też rozległość procesu chorobowego angażująca wewnętrzny poziom energetyczny organizmu. O wiele łatwiej powrócić do stanu harmonii u dzieci, które dysponują wyższym potencjałem, a o wiele trudniej jest go uzyskać u osób w podeszłym wieku, chronicznie przyjmujących leki.
Podobna wrażliwość – czyli istota wywiadu w homeopatii
Istotą doboru leku w homeopatii jest bardzo szczegółowo zebrany wywiad. Jego subtelności wykraczają poza standardowy wywiad, którego zasady wpojono nam na studiach. Nasz organizm wysyła szereg bardzo dyskretnych znaków, informacji, które są sygnałem pojawiających się zdecydowanie później zaburzeń czynnościowych, czy w konsekwencji zaburzeń organicznych. Ten subtelny język objawów jak na przykład zmiany behawioralne, zmiany wrażliwości na temperatury wewnętrzne, odczucia, zaburzenia snu itp. jest przekazywany przez pacjenta lekarzowi w czasie bardzo długiej, pełnej syntonii rozmowy. Wielość informacji stanowią istotę wywiadu homeopatycznego. Celem diagnozy homeopatycznej jest ustalenie całkowitego obrazu symptomów, zwanego z niemiecka Gestalt,który odzwierciedla osobowość pacjenta wraz z jego pełną gamą dolegliwości somatycznych i sposobu ich odczuwania. Jest to zgodne z kluczową ideą współczesnej medycyny psychosomatycznej, z tym mianowicie, że pierwotna nierównowaga organizmu przenika przez specyficzną osobowość człowieka, by dać w efekcie określone, takie, a nie inne symptomy.
Leczenie homeopatyczne polega na tym, by do owego schematu symptomów, który jest charakterystyczny dla danego pacjenta, dobrać analogiczny schemat, charakterystyczny dla danego środka leczniczego. Vitulkas sądzi, że każdy lek wiąże się z określonym schematem wibracji, stanowiącym jego najgłębszą istotę. Zażycie tego leku wywołuje rezonans – zmiany w wibracji energii pacjenta i pobudza tym samym proces zdrowienia. Zjawisko rezonansu ma w terapii największe znaczenie, ale nikt dobrze nie wie, „co” dokładnie i pod wpływem „czego” rezonuje i jak ten rezonans powstaje.
Najważniejszą częścią praktyki homeopatycznej jest wypracowanie płaszczyzny porozumienia i pełnego kontaktu z pacjentem. Za każdym razem jest to jedyny w swoim rodzaju i niepowtarzalny wywiad, który wymaga od leczącego intuicji i wrażliwości. Celem takiego spotkania jest poznanie osobowości pacjenta, jego problemów i zachowań, które doprowadziły do uzewnętrznienia się dolegliwości, z którymi się zgłosił i dopasowanie tego wszystkiego do podobnej osobowości z obrazu leku homeopatycznego.
Vitulkas twierdzi, że takie przeżycie powinno wypływać z intymnego porozumienia między terapeutą a pacjentem, które udziela się zarówno jednej i drugiej stronie. Pisze on:
„Spotkanie między pacjentem i homeopatą wciąga ich obu w bliski kontakt. Znawca leków nie jest tylko biernym obserwatorem, chroniącym się za murem obiektywizmu. Każdy pacjent zajmuje homeopatę głęboko i poważnie. Z uwagi na samą naturę homeopatii znawca leków staje się bezpośrednim uczestnikiem życia pacjenta, zaangażowanym w każdy jego aspekt, zdolnym zarówno do współczucia i wrażliwości, jak i do obiektywizmu i akceptacji. Gdy homeopatię praktykuje się z takim zaangażowaniem, pobudza to rozwój samego terapeuty, jak i prowadzi do rozwoju samego pacjenta”.
epilog
Ktoś kiedyś zauważył, że człowiek wykorzystywał łodzie kilka tysięcy lat wcześniej (np. paleomorska trasa atlantycka ok. 14 000 lat temu) nim Archimedes dał podstawy naukowe, że jest to możliwe (Archimedes ok. 287-212 p.n.e.).
Brak jakiegokolwiek naukowego wyjaśnienia terapii homeopatycznej jest jednym z głównych powodów, dla których zalicza się ją wciąż do najbardziej kontrowersyjnych sposobów leczenia. W dalszym rozwoju medycyny psychosomatycznej i systemowego ujęcia zdrowia należy jednak upatrywać możliwości wyjaśnienia zasad homeopatii i ewentualnego skłonienia lekarzy specjalistów do zrewidowania swego stosunku do tej metody. Filozofia homeopatyczna z jej teorią choroby, naciskiem na leczenie zindywidualizowane oraz z zasadniczą wiarą w organizm ludzki i jego możliwości samoterapii uwzględnia wiele aspektów holistycznej opieki zdrowotnej.
Polecane
książki z księgarni medycznej BORGIS:

Pozostałe artykuły z numeru 3-4/2001: