Zastanawiasz się, jak wydać pracę doktorską, habilitacyjną lub monografie? Chcesz dokonać zmian w stylistyce i interpunkcji tekstu naukowego? Nic prostszego! Zaufaj Wydawnictwu Borgis - wydawcy renomowanych książek i czasopism medycznych. Zapewniamy przede wszystkim profesjonalne wsparcie w przygotowaniu pracy, opracowanie dokumentacji oraz druk pracy doktorskiej, magisterskiej, habilitacyjnej. Dzięki nam nie będziesz musiał zajmować się projektowaniem okładki oraz typografią książki.

© Borgis - Postępy Nauk Medycznych 1/2008, s. 4-7
Ryszard Brzozowski
O moim nauczycielu Profesorze Witoldzie Orłowskim i szpitalu, którego jest Patronem
Emerytowany Profesor Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego
Słowa kluczowe: witold orłowski.
Key words: witold orlowski.
Witold Eugeniusz Orłowski urodził się w roku 1874 w ówczesnej Guberni Mińskiej. W wieku 22 lat ukończył medycynę w Wojennej Akademii Medycznej w Petersburgu. W roku 1896 rozpoczął pracę lekarską jako wolontariusz w Klinice Chorób Wewnętrznych Profesora Pasternackiego, zakończył zaś w roku 1960 jako Kierownik IV Zakładu Chorób Wewnętrznych Studium Doskonalenia Lekarzy i ordynator oddziału w Szpitalu przy ul. Czerniakowskiej 231, który w tym czasie był szpitalem wojewódzkim dla województwa Warszawskiego. W sumie długie życie Profesora W. Orłowskiego, trwające przeszło 92 lata, zmarł, bowiem 2 grudnia 1966 roku wypełniało aż 64 lata pracy lekarskiej. Pracował niezwykle intensywnie, gdyż w wieku 29 lat w roku 1903 rząd Carski zatwierdził habilitację doktora W. Orłowskiego. W dniu 2 marca 1907 roku nastąpiło podpisanie przez Cara nominacji docenta Witolda Orłowskiego na stanowisko profesora nadzwyczajnego. Wówczas Profesor miał tylko 33 lata.
W tym jakże długim okresie pracy zawodowej Pana Profesora Witolda Orłowskiego można wyodrębnić cztery okresy. Okres petersburski, kazański, krakowski i warszawski. W okresie pierwszym w Petersburgu, trwającym 12 lat Profesor zajmował się między innymi prowadzeniem oddziału ftyzjatrycznego w Klinice Internistycznej, uzyskał stopień doktora, następnie veniam legendi w zakresie chorób wewnętrznych oraz habilitację. W r. 1904 otrzymał propozycję objęcia kierownictwa Katedry Farmakologii na Uniwersytecie Lwowskim. Uniwersytet ten był o ponad 150 lat starszy od Uniwersytetu Warszawskiego.
Okres drugi pracy Profesora trwał przeszło 11 lat. Była to praca w najstarszym Uniwersytecie na terenie carskiej Rosji w Kazaniu. Na drodze postępowania konkursowego Profesor otrzymał mianowanie na stanowisko profesora nadzwyczajnego Kliniki Internistycznej. W czasie bardzo owocnej pracy w Kazaniu Uniwersytet ten nadał w roku 1913 Profesorowi Orłowskiemu tytuł profesora zwyczajnego. Ukończył wówczas dopiero 39 lat.
W związku z wojną domową w r. 1918 Profesor opuszcza Kazań. W Irkucku otrzymuje we wrześniu 1919 r. telegram podpisany przez Komisarza Wojska Polskiego przy admirale Korczaku o powołaniu na stanowisko Profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego. Obowiązki kierownika Kliniki Chorób Wewnętrznych w Krakowie miał podjąć 1 października 1919 roku. Droga do kraju statkiem trwała niestety zbyt długo. Do Gdańska statek dopłynął dopiero 1 lipca 1920 roku. Okres pracy w Krakowie trwał niewiele ponad 5 lat. Muszę przypomnieć, iż pod kierownictwem Profesora W. Orłowskiego pracowali wówczas znakomici lekarze ubiegłego wieku. Dr Tadeusz Tempka (habilitowany przez Profesora W. Orłowskiego późniejszy Profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego współtwórca hematologii Polskiej), Dr Edward Szczeklik późniejszy Profesor Akademii Medycznej we Wrocławiu, Dr Mieczysław Wierzuchowski, który był Profesorem na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu we Lwowie, a po II wojnie światowej w Akademii Medycznej w Łodzi.
W roku 1925 następują kolejne zmiany w życiu Profesora W. Orłowskiego. Postanowieniem Prezydenta Rzeczypospolitej z 19 września tego roku został mianowany profesorem zwyczajnym w Klinice Chorób Wewnętrznych Uniwersytetu Warszawskiego. Rozpoczął się najdłuższy okres tak zwany warszawski w życiu zawodowym Profesora W. Orłowskiego. Trwał on długo, bowiem łącznie 34 lata. Lata 1926-1947 dotyczą pracy na Uniwersytecie Warszawskim, lata 1948-1957 to czas pracy w charakterze ordynatora oddziału chorób wewnętrznych w Szpitalu im. Św. Łazarza przy ul. Leszno, a okres maj 1957-grudzień 1960 roku to kierowanie IV Zakładem Chorób Wewnętrznych Studium Doskonalenia Lekarzy i Ordynatura oddziału chorób wewnętrznych w szpitalu Wojewódzkim przy ul. Czerniakowskiej 231.
W okresie warszawskim zostało profesorami bardzo wielu uczniów profesora W. Orłowskiego, jak: Dymitr Aleksandrow, Andrzej Biernacki, Seweryn Cytronberg, Antoni Dmochowski, Antoni Fidler, Jerzy Glass, Walenty Hartwig, Wiwa Jaroszewicz, Eugeniusz Kodejszko, Wacław Markert, Janina Misiewicz, Eleonora Reicher, Edward Różyłło, Marian Tulczyński, Jakub Węgierko.
Prof. Witold Orłowski ogłosił drukiem 207 prac, w tym wielkie dzieło „Nauka o chorobach wewnętrznych” w 8 tomach a ponadto książkę „Zarys ogólnej diagnostyki lekarskiej”. Spośród swoich uczniów habilitował 33 docentów, 27 uczniów zostało profesorami w tym 3 za granicą.
Zawsze zastanawiałem się, co zadecydowało, że Profesor Witold Orłowski dokonał tak wiele w swoim życiu. Czy związane to było z jego wielką, niespotykaną pracowitością, olbrzymim talentem, niespotykanie obszerną wiedzą, zdolnością do łączenia ludzi i kierowania nimi.
Profesor Witold Orłowski zmarł 2 grudnia 1966 roku zamykając wielki okres polskiej interny i tworzenia się nowych specjalności jak kardiologia, pulmonologia, endokrynologia, gastroenterologia, hematologia, reumatologia, ftyzjatria, diabetologia. Pogrzeb zgromadził na warszawskich Powązkach olbrzymią rzeszę lekarzy. Widziałem bardzo duże grono profesorów nie tylko z Warszawy. Na wielu twarzach spostrzegłem symptomy wzruszenia, spocone oczy i przekonanie, że odszedł człowiek niespotykanie wielkiej wiedzy, wybitny naukowiec i dydaktyk.
*********
Po raz pierwszy przekraczam szerokie drzwi wejściowe do Szpitala Wojewódzkiego przy ul. Czerniakowskiej 231 chyba w środę 8 maja 1957 r. Z naszym Ordynatorem profesorem Witoldem Orłowskim przeszła ze Szpitala na ul. Leszno kilkunastoosobowa grupa stosunkowo młodych lekarzy. Nasz oddział na I piętrze stanowił IV Zakład Chorób Wewnętrznych Studium Doskonalenia Lekarzy, co oznaczało dla nas prawie stałą obecność w oddziale wielu lekarzy na kursach szkoleniowych z chorób wewnętrznych. Zajęcia dydaktyczne są naszym obowiązkiem, zajmują nam wiele czasu prawie każdego dnia.
Dla mnie osobiście jest to wielkie olbrzymie obciążenie. Prowadzę bowiem szkolenie z wielu zagadnień gastroenterologicznych oraz stanów, które są bezpośrednim zagrożeniem życia. Ponadto zostałem zobowiązany do pełnienia funkcji zastępcy ordynatora. To dodatkowy obowiązek. Byłem wówczas przekonany, iż jest to przedwczesny awans. Miałem, bowiem dopiero 32 lata. Takie było jednak życzenie pana profesora. Wiele godzin każdego tygodnia spędzałem w Głównej Bibliotece Lekarskiej. Wypożyczałem na niedziele i święta wiele czasopism. Prowadziłem na własny użytek informacje o tym, co nowe, stanowiło postęp w diagnostyce i terapii. Ten prywatny bank informacji bardzo rozrastał się stanowiąc ważne źródło wiedzy internistycznej.
W latach pięćdziesiątych nasz szpital wojewódzki należał do grona szpitali najlepiej wyposażonych w Warszawie. W niedługim czasie na parterze szpitala powstało zaplecze ambulatoryjne. W latach 1958-1963 w przychodni przyszpitalnej przekształconej wkrótce w Wojewódzką Przychodnię Specjalistyczną prowadziłem wojewódzką poradnię gastroenterologiczną służąc pomocą wielu tysiącom chorych. Działały też poradnie urologiczna, endokrynologiczna, kardiologiczna, neurologiczna i ginekologiczna.
Na parterze budynku szpitalnego mieściło się też Wojewódzkie Pogotowie Ratunkowe. Było ono dla chorych i dla nas bardzo użyteczne realizujące transport chorych z naszego szpitala do szpitali powiatowych. Stwarzało nam wiele dodatkowych obowiązków, mianowicie telefonicznych konsultacji lekarskich, szczególnie częstych w późnych godzinach nocnych.
Nasza praca w szpitalu dawała nam młodym wiele satysfakcji. Z wielką przyjemnością wspominam wykłady Pana Profesora W. Orłowskiego, który mimo zaawansowanego wieku prowadził zajęcia dydaktyczne trwające nawet godzinę. Miał tylko na małej karteczce napisane kilkanaście uwag, jakby spis treści. Na pewno wysłuchałem bardzo interesujących wykładów o niewydolności krążenia, nowotworach płuc, niedokrwistościach, mocznicy. Te wystąpienia profesora cieszyły się ogromnym zainteresowaniem. Przychodzili nie tylko asystenci i słuchacze kursów, ale także lekarze spoza naszego oddziału. Pan Profesor często też był obecny na naszych asystenckich wykładach, dzieląc się często swoimi uwagami ze mną. Więcej niż dobrym wykładowcą był doktor Leszek Pawlikowski, Dr Teresa Kaszubowa, Dr Waldemar Szymański oraz Dr Trzaskowski, kierownik pracowni radiologicznej szpitala.
Poza oddziałem Pana Profesora W. Orłowskiego w szpitalu były czynne oddziały, II internistyczny z ordynatorem Romanem Peretem, który był wówczas także dyrektorem szpitala, oddział chirurgiczny ordynatora Dr. Wagnera, neurologiczny Dr. Włodarczyka, położniczo-ginekologiczny prowadzony przez ordynatora Dr. Zachwieja. Funkcjonował też oddział ortopedyczny z ordynatorem Dr. Skotnickim.
W roku 1958 lub 1959 w porozumieniu z konsultantem wojewódzkim interny doktorem Steffenem ze szpitala w Pruszkowie zorganizowano w szpitalu spotkanie szkoleniowe ordynatorów powiatowych oddziałów internistycznych. Było to nadzwyczaj owocne spotkanie. Jak pamiętam Profesor miał wykład o zapaleniach płuc.
Pamiętam imieninowe spotkanie na ul. Polnej 16 listopada chyba w r. 1958. Spotkałem wówczas panią docent Dowżenkową, Dr. Weremowicza, Prof. Hartwiga i szczególnie miło witanego Profesora Andrzeja Biernackiego. Długo rozmawiano o zmarłej niedawno profesor Janinie Misiewicz. Jak dowiedziałem się urodziła się ona w Rosji. Przez 15 lat była asystentką w klinice Prof. W. Orłowskiego. Słuchałem osobiście parokrotnie jej wspaniałe wykłady w Instytucie Gruźlicy.
Na spotkaniu imieninowym w roku 1960 dowiedzieliśmy się, że Pan Profesor ma przejść wkrótce na emeryturę. Wiadomość ta spadła na mnie jak grom z jasnego nieba. Z wielkim wzruszeniem wspominam ostatni kurs szkoleniowy w szpitalu pod przewodnictwem profesora W. Orłowskiego chyba w grudniu 1960 roku. Był to kurs nefrologiczny dla ordynatorów oddziałów wewnętrznych. 2 wykłady miał pan profesor. Cieszyły się one olbrzymim uznaniem.
Przed odejściem z pracy w szpitalu wojewódzkim i zlikwidowaniu w nim IV Zakładu Chorób Wewnętrznych Studium Doskonalenia Lekarzy odwiedził profesora Witolda Orłowskiego Prof. Walenty Hartwig. Było to wielce serdeczne, wzruszające spotkanie a zarazem i pożegnanie. W tym samym okresie odwiedzili profesora koledzy ze szpitala przy ul. Leszno Dr J. Weremowicz i Dr M. Dubanowicz. Odebrałem jak pamiętam wiele telefonów od byłych uczniów Profesora pytających, w jakim stanie jest Profesor Witold Orłowski jak przyjął wypowiedzenie z pracy i przejście na całkowitą emeryturę.
28 grudnia 1960 roku ostatni raz odprowadzam Profesora do czekającego przed szpitalem samochodu. Nastąpiły wkrótce zmiany w dyrekcji szpitala. Przyszedł wtedy na stanowisko dyrektora doktor Aureliusz Woźniak. Nie pracował jednak zbyt długo, po prostu rozchorował się poważnie. Przed pójściem do Szpitala Dr A. Woźniak poprosił mnie o czasowe zastępstwo. Zgodziłem się. 19 grudnia 1960 roku powierzono mi obowiązki pełnienia funkcji dyrektora szpitala, aż do odwołania. Po niespełna 10 miesiącach pełnienia obowiązków dyrektora szpitala Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej powołało mnie na stanowisko dyrektora szpitala wojewódzkiego, bowiem dyrektor Woźniak nie mógł powrócić do pracy ze względów zdrowotnych.
Dyrektorowanie w owym czasie było może trochę mniej stresujące niż obecnie. Więcej było środków finansowych. Na początku przyjąłem za niezwykle ważne zadanie zatrudnienia w szpitalu jak największej liczby samodzielnych pracowników nauki. Starania te okazały się częściowo możliwe do spełnienia. Zatrudniłem w szpitalu pana docenta Litwina w charakterze ordynatora oddziału chorób wewnętrznych, docenta Tadeusza Krzeskiego jako ordynatora oddziału urologicznego, pana docenta Kawalskiego na oddziale chirurgicznym, pana docenta Adamowicza na oddziale laryngologicznym. Na pewno zmiany te wpłynęły korzystnie na ogólną opinię o pracy szpitala wojewódzkiego.
Raz na kwartał organizowałem posiedzenia naukowe ogólnoszpitalne zapraszając na nie także ordynatorów interny ze szpitali powiatowych. Pierwszym wykładowcą na tego typu posiedzeniach był Pan Profesor Witold Orłowski. Omówił wówczas w sposób niezwykle interesujący niewydolność nerek. Jak zawsze miał ze sobą tylko jedną kartkę papieru notatek. Mówił około sześćdziesięciu minut. Padło kilka pytań po zakończeniu wykładu. Zadawali je, jeśli pamięć moja nie jest zbyt ułomna, doc. Krzeski i docent Litwin. Podarowaliśmy panu Profesorowi piękny kosz kwiatów. O dziwo pan profesor nie czuł się zmęczony wykładem, jego głos nie był zmieniony. Takich posiedzeń było jeszcze kilka. Ciekawy był wykład Pana Docenta Krzeskiego i Kawalskiego. Miałem na posiedzeniu ogólnoszpitalnym wykład o marskości wątroby.
Dość często spotykałem się ze wszystkimi ordynatorami pytając ich o opinię w sprawach ważnych dla całego szpitala. Prosiłem ich o uwagi o pracy dyrekcji i administracji, nawet te nieprzyjemne, gdyż nie muszą się obawiać żadnych konsekwencji z mojej strony. Podkreśliłem, iż dyrektor to stanowisko ważne ale przemijające. Jedyną reakcją na te słowa była prośba o pozostanie.
Dwukrotnie w ciągu roku przesyłałem ordynatorom ogólną charakterystykę pracy szpitalnej i ambulatoryjnej. Były w niej dane o liczbie leczonych chorych, przeciętnym pobycie chorych w oddziale, liczbie zabiegów operacyjnych na oddziałach o profilu chirurgicznym, szacunkowym koszcie leków pobranych przez poszczególne oddziały z apteki, procentowym wykorzystaniu łóżek w oddziałach, liczbie zgonów.
Wprowadziłem zwyczaj, iż lekarz dyżurny był zobowiązany do zlecania wykonania badań laboratoryjnych a często i radiologicznych, aby następnego dnia na raporcie porannym zreferować je ordynatorowi. Prosiłem też lekarzy wzywających pacjentów z tak zwanej kolejki, aby prosili chorych o stawiennictwo w szpitalu rano i na czczo, aby można w dniu przyjęcia wykonać najpilniejsze badania diagnostyczne. Wpłynęło to trochę na skrócenie pobytu chorych w szpitalu. Rozmawiałem z ordynatorami o sprawach pacjentów przebywających na oddziałach 3-4 tygodnie i dłużej. Na pewno nie małą liczbę pacjentów udało się przenieść do szpitali powiatowych oraz domów pomocy społecznej.
Dokonałem w porozumieniu z nadzorem krajowym z zakresu diagnostyki laboratoryjnej unowocześniania metodyki badań, co zaowocowało skróceniem czasu oczekiwania na wyniki.
Za namową profesora Witolda Orłowskiego przystąpiłem do konkursu na objęcie stanowiska ordynatora Oddziału Obserwacyjnego (wewnętrznego). Komisja konkursowa zakwalifikowała mnie na to stanowisko 11 stycznia 1963 r. Funkcję ordynatora objąłem 1 maja 1963 r. łącząc pracę ordynatorską i dyrektorską. O tym awansie zadecydowała w nie małym stopniu opinia zawodowa, którą napisał i przedstawił Prof. W. Orłowski.
Pozostała w mojej pamięci obrona mojej pracy doktorskiej w dniu 22 lutego 1963 roku w dziekanacie Akademii Medycznej w Warszawie. Dziekanem był wówczas profesor Jan Kostrzewski. Moją pracę z IV Zakładu Chorób Wewnętrznych Studium Doskonalenia Lekarzy przedstawili Prof. Wacław Markert i Prof. Leon Plocker. Profesor Witold Orłowski był niezwykle uradowany z moich odpowiedzi na pytania obu Profesorów. Pogratulował mi mówiąc jednocześnie, że jestem jego ostatnim uczniem, który uzyskał doktorat. Moja rozprawa doktorska ukazała się drukiem w Rozprawach Wydziału Nauk Medycznych Polskiej Akademii Nauk w r. 1963. Odebrałem to jako wielkie wyróżnienie i uznanie mojej rozprawy doktorskiej jako znacząco dobrej. Na korytarzu Akademii Medycznej spotkała mnie miła, niezwykle radosna niespodzianka. Czekali na mnie przyjaciele ze szpitala na ul. Leszno Dr Jan Weremowicz i Dr Maria Dubanowicz. Prof. W. Orłowski był tym faktem niezwykle wzruszony.
Gdy zostałem ordynatorem często przywoziłem pana profesora do oddziału, kiedy tylko jego stan fizyczny na to pozwalał. Przedstawialiśmy profesorowi trudne przypadki prosząc o jego uwagi i opinię. Odejście ze szpitala w zasadniczy sposób przyspieszyło pogorszenie wydolności ruchowej pana profesora. Miał często wyraźne zaburzenia równowagi. W chłodne i deszczowe dni nie przywoziłem pana profesora do szpitala. Nie chciałem go narażać na przeziębienie czy infekcje dróg oddechowych. Taka też była prośba Pani Profesorowej.
Spotkania z okazji imienin Pana Profesora w roku 1961 i 1962 zgromadziły jeszcze wielu uczniów głównie roczników powojennych. Pan Profesor był niepokojąco wzruszony wiadomością o śmierci Prof. Andrzeja Biernackiego. W czasie tych spotkań wielokrotnie podkreślał, że czuje się nadal związany ze szpitalem na Powiślu.
Następne imieniny w roku 1963 i kolejnych latach odbywały się tylko w bardzo wąskim gronie. Na pewno był zawsze obecny Dr Jan Weremowicz ordynator interny ze szpitala przy ul. Leszno. Pan Profesor nadal intensywnie pracował. Jego pismo drobne, delikatne, stało się mniej czytelne. Dobrze wiedział o najnowszych publikacjach z zakresu chorób trzustki, gdyż pracował nad uzupełnieniami do tomu „Nauki o chorobach wewnętrznych” poświęconemu chorobom przewodu pokarmowego. Zauważyłem, że pan profesor jada niezwykle mało, pije tylko przegotowaną wodę, bądź słabo zaparzoną herbatę.
Znacząco zmniejszyła się też wydolność fizyczna pani profesorowej. Prosiła mnie o częste kontakty i osobiste telefoniczne rozmowy oraz zabieranie Pana Profesora na konsultacje lub nawet wykłady do szpitala, gdyż takie zajęcia mają bardzo korzystny wpływ na jego stan psychiczny, łaknienie, sen.
Na początku roku 1963 zostałem zaproszony na rozmowę do Prezydium Wojewódzkiego Rady Narodowej na ulicę Filtrową do budynku gdzie obecnie ma siedzibę Najwyższa Izba Kontroli. Zostałem poinformowany, że Prezydium zamierza powołać mnie na stanowisko Lekarza Wojewódzkiego na województwo warszawskie. Powiedziałem, że jako dyrektor pracuję w szpitalu dopiero niespełna półtora roku, mam jeszcze bardzo dużo do zrobienia. Nie znam w ogóle pracy Wydziału Zdrowia. Muszę przemyśleć tą propozycję, gdyż chciałbym wkrótce rozpocząć pracę habilitacyjną, która jest dla mnie życiową szansą.
Odwiedziłem ponownie profesora Orłowskiego prosząc go o ewentualne uwagi, co mam robić dalej. Profesor zadał mi proste pytanie, co zamierzam czynić w moim dalszym życiu? Ordynatora nie jest chyba szczytem pragnień, możliwości powiedział. Na pewno musi pan poważnie traktować zdobycie tytułu doktora habilitowanego. Kolego Brzozowski proszę odwiedzić mnie ponownie za dwa dni. Zgłosiłem się, dostałem zaświadczenie do przedłożenia w Akademii Medycznej i Ministerstwie Zdrowia. Miałem opracować rozprawę habilitacyjną „Gospodarka wodno-elektrolitowa i białkowa w przewlekłych chorobach trzustki.”
Zaakceptowałem propozycję przejścia do pracy w charakterze lekarza wojewódzkiego łącząc pracę z funkcją ordynatora oddziału. Pracowałem w Szpitalu Wojewódzkim do roku 1968. Stanowisko dyrektorskie przekazałem w dobre ręce. Rozpocząłem studiowanie materiałów do rozprawy habilitacyjnej.
Opisałem początki działalności Szpitala Wojewódzkiego, którego patronem stał się wkrótce Profesor Witold Orłowski, gdyż fakty z tamtych lat ulegają zapomnieniu.
Chciałbym po tylu latach, a jest ich prawie czterdzieści, przywołać pamięć o wielu lekarzach i nie tylko, pracujących w tamtym czasie w szpitalu na moim Powiślu. Dzisiaj są oni już nieobecni i dlatego piszę o nich w 50-lecie szpitala ze szczególną troską i życzliwością.
Przez wiele lat pracował w Wojewódzkiej Przychodni Specjalistycznej jako dyrektor dr Leszek Wydrzyński. Był dobrym organizatorem, specjalizował się wówczas w endokrynologii. Bardzo miło wspominam dr. Jana Milewskiego, który przez wiele lat pełnił funkcję zastępcy ordynatora oddziału położniczo-ginekologicznego. Jakże oddanym pracownikiem szpitala była wówczas mgr farmacji Halina Asman, kierowniczka apteki szpitalnej. Wspaniałymi chirurgami byli wówczas zastępca ordynatora dr Barcz i dr Czesław Gągała. Wielce doświadczonym radiologiem i życzliwym kolegą był wtedy dr Z. Lorencewicz. Wiele serca wkładała w swoją pracę przełożona pielęgniarek Zofia Spoczyńska. Moja pamięć nakazuje mi wspomnieć także o doktorze Tomaszu Niedku zastępcy ordynatora II oddziału internistycznego, głównym księgowym pana Huku i pani dr Kulczyckiej kierowniczce zakładu fizjoterapii w szpitalu.
Wiele nazwisk przywołać już nie mogę. Pamiętam jeszcze rysy ich twarzy ale nazwiska i imiona pozostały dla mnie nie do odtworzenia. Ułomność ta nie jest cechą charakteru lecz wieku, który sięga określenia, że jest sędziwy. Za tą ułomność serdecznie przepraszam.
otrzymano: 2007-12-10
zaakceptowano do druku: 2007-12-30

Postępy Nauk Medycznych 1/2008
Strona internetowa czasopisma Postępy Nauk Medycznych